Albania już czterokrotnie była celem naszej wyprawy - rok po roku, wiosną,
latem i jesienią, penetrowaliśmy kolejne regiony niewielkiej republiki,
określanej przez jej mieszkańców egzotyczną nazwą Shqiperia. Być może trzeba
było odrobiny szaleństwa, aby nie posiadając samochodu terenowego, porwać
się na drogi, których znaczna część ma charakter poszerzonych ścieżek dla
osłów (wykorzystywanych jednak powszechnie przez popularne tu stare
mercedesy). Nasz wyprawowy polonez kombi (a ostatnio volvo) przechodził tam
naprawdę ciężkie chwile. Dla lepszego obrazu należałoby jeszcze dodać
przeczytane opowieści o obyczajach górskich plemion, na czele z krwawą
zemstą rodową (gjakmarrja), ciągnącą się ponoć przez dziesiątki lat, zgodnie
z zasadą, że "krew się nie starzeje".