|
|
|
|
|
![]() |
|
Aktualności Magazyn |
|
![]() |
|||
|
Wydry, Senat i organizacje
11 kwietnia 2001 Kilka dni temu do biura "Salamandry" wpłynął rozpaczliwy list od właścicieli stawów rybnych w dolinie Noteci. Skarżą się oni na wydry, które wyjadają znaczną część ryb ze stawów. Hodowcy ryb zwracali się o pomoc do wszystkich możliwych instytucji (właściwego terytorialnie Wydziału Ochrony Środowiska Urzędu Wojewódzkiego, Ministerstwa Środowiska, Ministerstwa Rolnictwa, a nawet do Parlamentu).
"Salamandra" nigdy dotąd nie wypowiadała się w sprawie wydr. Nie było takiej potrzeby. Ochrona tych zwierząt wynika z prawa międzynarodowego. Gdy Rząd Polski rok temu podjął próbę wyłączenia wydry spod ochrony gatunkowej (wkrótce napiszemy o tym szerzej), spotkał się ze zdecydowanym sprzeciwem Unii Europejskiej. Bardzo nas zaniepokoiło, że żadna z instytucji, do których zwrócili się poszkodowani, nie potrafiła dostrzec innych metod rozwiązania problemu niż eksterminacja wydr. A możliwości jest przecież wiele. Na stawach rybnych wydry rzeczywiście potrafią czynić spore szkody. Ponieważ jest to jednak gatunek chroniony, najprostszym rozwiązaniem mogłoby być uwzględnienie wydr na liście gatunków, dla których Państwo wypłaca odszkodowania za czynione przez nie szkody. Są jednak także i tańsze oraz skuteczniejsze metody - jak choćby wsparcie zakładania specjalnych elektrycznych "pastuchów" wokół stawów. Poszkodowani hodowcy rzeczywistą pomoc otrzymali dopiero, gdy zwrócili się do organizacji pozarządowych. Jurek Duszyński z Fundacji "Zwierzęta i My" oraz RSE "Pomoc Ludziom i Zwierzętom" zaoferował im wsparcie finansowe i merytoryczne przy założeniu specjalnego ogrodzenia pod napięciem, chroniącego staw (odstraszającego wydry, ale nie czyniącego im krzywdy). Projekt instalacji, która sprawdziła się w innych krajach europejskich, podjął się zdobyć redaktor Adam Wajrak z Gazety Wyborczej. "Salamandra" również zaoferowała swoją pomoc - aż do możliwości wykupienia zagrożonych stawów, gdyby inne metody zawiodły (z propozycją sprzedaży wyszli sami hodowcy). Okazało się, że taki odzew bardzo zdziwił właścicieli stawów. Oczywiście zadeklarowali chęć skorzystania z pomocy, ale do swojej odpowiedzi załączyli kopię pisma, które z kolei nas nieco zaskoczyło. Załącznik ów stanowił list z Senackiej Komisja Ochrony Środowiska. Jej przewodniczący nie ograniczył się tylko do podkreślenia swej "bezsilności" w sprawie wydr, ale wskazał także imiennie "winowajców" takiego stanu rzeczy. Okazało się, że są nimi dokładnie ci, od których właściciele stawów doczekali się deklaracji pomocy. Poniżej zamieszczamy tekst owej odpowiedzi z Senatu. Wynika z niej jasno, że Komisja (a w każdym razie jej przewodniczący) nadal uważa, że wszelkie problemy związane z ochroną przyrody można rozwiązać wyłącznie za pomocą ołowiu, zaś styl listu przywodzi na myśl starą zasadę "dziel i rządź". Być może - skoro Parlament i Ministerstwa są "bezsilne", organizacje społeczne będą musiały rozważyć samodzielne opracowanie programu, który umożliwiłyby pomoc nie tylko pojedynczemu hodowcy, ale przyczyniłby się do kompleksowego rozwiązania problemu szkód powodowanych przez wydry na stawach rybnych. Andrzej Kepel LINKI:
|