|
Polskie Towarzystwo Ochrony Przyrody "Salamandra" The Polish Society for Nature Protection "Salamandra" ul. Szamarzewskiego 11/6, 60-514 Poznań tel./fax: (0-61) 843-21-60 e-mail: biuro@salamandra.org.pl Poznań, 22 wrzenia 2002 r.
Bardzo dziękuję za list z wyjaśnieniami dotyczącymi zmian przepisów dotyczących znakowania zwierząt. Ponieważ miał on charakter otwarty, pozwalam sobie w podobny sposób udzielić na niego odpowiedzi. Pisze Pan Profesor: "w związku z rozpowszechnianymi przez wielu z Was apokaliptycznymi wieściami na temat nowej Ustawy o Ochronie Zwierząt, która rzekomo ma uniemożliwić wszelkie znakowanie dzikich zwierząt dla celów naukowych, uprzejmie wyjaśniam jest Wasza interpretacja tekstu Ustawy jest zbyt dosłowna a prognoza katastrofalnych skutków dla badań terenowych błędna." Pozwolę sobie na samym początku sprostować podstawowe założenie Pańskiego listu. Po pierwsze - nie twierdzimy (a w każdym razie ja nie spotkałem się z taką interpretacją), że nowelizacja Ustawy o ochronie zwierząt miała na celu uniemożliwienie znakowania zwierząt. Wiemy, że cel krytykowanej przez nas zmiany był inny - poddanie badań związanych ze znakowaniem zwierząt kontroli komisji etycznych. Uważam jednak, że sposób, w jaki tego dokonano, doprowadzi w praktyce do znacznego utrudnienia jednych, a uniemożliwienia innych badań związanych ze znakowaniem dzikich zwierząt. "Prawdą jest, że zapis w art 28 ust. 8 Ustawy "Doświadczenia i testy mogą być przeprowadzone wyłącznie w umieszczonych na wykazie ..., jednostkach organizacyjnych..." powinien był zostać znowelizowany i dostosowany do nowej definicji doświadczenia. Zostało to przeoczone czy zaniedbane w pospiesznym a czasem chaotycznym przebiegu nowelizacji" Problem polega także na tym, że art. 28 ust. 8 Ustawy to nie jest jedyny przepis, który dotyczy doświadczeń na zwierzętach. Odnoszę wrażenie, że pomysłodawcom zmiany i parlamentarzystom zabrakło umiejętności całościowego patrzenia na obowiązujące przepisy. Dostrzegając skutek nowelizacji w odniesieniu do komisji etycznych, przeoczono wiele innych istotnych konsekwencji (część z nich omówię w dalszej części listu). Być może gdyby skorzystano z coraz częściej na szczęście stosowanej dobrej praktyki konsultowania proponowanych zmian przynajmniej z bezpośrednio zainteresowanymi grupami, wielu tych błędów udałoby się uniknąć. Niestety - wspomniany przez Pana pośpiech i chaotyczny charakter prac, w połączeniu z brakiem wystarczającej wiedzy prawnej i umiejętności dostrzeżenia wszystkich praktycznych konsekwencji zmian, doprowadziły do tego, z czym będziemy się musieli borykać od 28 września. "dosłowne rozumienie tego zapisu, tzn. w sensie przestrzennym, jest ewidentnie sprzeczne z intencją ustawodawcy i nie tylko nie musi, ale nie powinno być stosowane. <...> zapis ten należy interpretować w sensie organizacyjnym, a nie przestrzennym <...> Jak tylko będzie można powołać sie na odpowiednią opinię prawną, to jako członek Krajowej Komisji Etycznej zawnioskuję, aby zalecić lokalnym komisjom podobną interpretację" Oczywiście takie rozszerzone rozumienie tego zapisu, z powołaniem się na domniemane intencje ustawodawcy, jest obecnie jedynym rozsądnym rozwiązaniem tego problemu. Nie po raz pierwszy komentarz prof. Radeckiego stanie się furtką umożliwiającą obejście nieżyciowego zapisu ustawy (choć oczywiście należy pamiętać, że komentarze nie mają jakiejkolwiek mocy prawnej). Pozostaje żal, że nie skorzystano z pomocy prawnej nieco wcześniej... Tym niemniej dziękuję za tę jednoznaczną deklarację wsparcia takiego rozumienia omawianego przepisu. "nie ma powodu do paniki. Poza tym, przy znanym mi już z doświadczenia trybie działania naszego parlamentu, każda ustawa będzie zawierać pewne sprzeczności i dziury, które trzeba będzie do następnej nowelizacji omijać" Nie wiem czy "panika" to najtrafniejsze określenie. Poza informowaniem zainteresowanych o skutkach wprowadzanych zmian (ktoś to w końcu powinien zrobić), podejmujemy także konstruktywne starania naprawienia owych "sprzeczności i dziur" (to też ktoś powinien zrobić - i to jak najszybciej). Jako przewodniczący Komisji PROP pracującej nad nowelizacją prawa, zaproponowałem już pewne zapisy. Zapewniam, że będą one poddane konsultacjom społecznym i jestem otwarty na inne propozycje. Nie ma "jedynie słusznych" rozwiązań, choć bywają rozwiązania jednoznacznie złe. "zamiast alarmować i protestować, zabierzcie się proszę do wypełnianie wniosków W-1 <...> do Waszych lokalnych komisji etycznych" I cóż wyniknie z tego, że się do tego zabierzemy? Po pierwsze - część podmiotów nie ma formalnej możliwości wnioskowania o zaopiniowanie ich programów badawczych, gdyż nie figurują (a w niektórych przypadkach - nie mogą figurować) w wykazie uprawnionych jednostek. Mniejsza z tym, że W-1 nie uwzględnia jeszcze badań związanych ze znakowaniem (np. nie zawsze jest możliwe prawidłowe wypełnienie pkt 6.1 i podanie z góry, ile zwierząt i z jakich gatunków zostanie oznakowane - jak by to miało wyglądać np. przy obrączkowaniu przelotnych ptaków bez zatrudnienia dobrej wróżki?). To - przy dobrej woli lokalnych komisji etycznej - można obejść. Jednakże komisje etyczne powinny opierać się w swoich opiniach na rozporządzeniu Rady Ministrów, które zgodnie ze znowelizowanym art. 32 ust. 2 ustawy, ma określać szczegółowe warunki przeprowadzania doświadczeń na zwierzętach i kwalifikacje osób kierujących doświadczeniami. Czy wiadomo już, kiedy ukaże się takie rozporządzenie, określające m.in. zasady doświadczeń związanych ze znakowaniem zwierząt? Co będzie się działo do tego czasu? Czyżby znów zostawało niezgodne z prawem zalecenie, aby lokalne komisje etyczne przymknęły oko na ten przepis i wydawały opinie wg własnego uznania? Na marginesie wyrażam nadzieję, że przy przygotowywaniu takiego rozporządzenia, będzie się korzystać z opinii osób i instytucji, które w praktyce zajmują się znakowaniem zwierząt. "Większość zainteresowanych placówek badawczych jest już na liście jednostek uprawnionych do prowadzenia doświadczeń,..." Chodzi o liczbę, czy jakość? Wszak w wykazie z 17 XI 1999 r. (modyfikowanym w 2001 r.) nie ma np. - "drobiazg" - Stacji Ornitologicznej PAN w Gdańsku (do tej pory nie było takiej potrzeby), która koordynuje wszelkie programy związane z obrączkowaniem ptaków... Pozostaje także niejasne, czy owa stara lista wciąż obowiązuje. Wszak art. 6 ustawy nowelizacyjnej stanowi, że dotychczasowe przepisy wykonawcze zachowują moc do czasu wydania nowych przepisów (nie dłużej jednak niż przez okres 12 miesięcy), jednak tylko pod warunkiem, że "nie są z nią sprzeczne". Tymczasem wykaz ten jest sprzeczny z nowelę, gdyż zawiera podmioty, które nie mogą się tam znaleźć - np. Stację Badawczą PZŁ w Czempiniu. Teraz pozostaje prosić prawników, aby zapis ten zinterpretowali w ten sposób, że w razie zaistnienia sprzeczności, moc traci jedynie sprzeczny zapis, a nie całe rozporządzenie (osobiście uważam, że tak należy przyjąć). "...a te które nie są i faktycznie mają dobre powody żeby znakować dzikie kręgowce muszą złożyć do Ministra Nauki wniosek o wciągnięcie na listę." Zanim jednak owe placówki będą mogły złożyć ów wniosek do ministra właściwego ds. nauki, muszą cierpliwie poczekać, aż ten wypełni obowiązek wynikający z art. 28 ust. 11 i wyda rozporządzenie określające tryb składania wniosków o umieszczenie w wykazie i o skreślenie z tego wykazu. Gdy już takie rozporządzenie zostanie wydane i się uprawomocni, trzeba będzie poczekać, aż minister rozpatrzy taki wniosek, a następnie ogłosi w Monitorze Polskim wykaz uprawnionych jednostek (lub zmodyfikuje wcześniej ogłoszony wykaz). Jak długo to może potrwać? Do tego czasu jednostki nie znajdujące się obecnie w wykazie, nie będą mogły prowadzić badań związanych ze znakowaniem. Jeśli w tym rozumowaniu popełniłem jakiś błąd lub "zbyt dosłownie rozumiem przepisy" - będę wdzięczny za sprostowanie. "Organizacje niebadawcze nie mogą podejmować takich projektów na własną rękę czyli poza ramami organizacyjnymi uprawnionych jednostek badawczych - i dobrze, że nie mogą - po to m.in. jest ta Ustawa." W tym przypadku pozwolę sobie nie zgodzić się nie tylko ze skutkami, ale i z intencją. Przyznaję, że ze smutkiem i zdziwieniem przyjmuję tę jednoznaczną deklarację, że uniemożliwienie prowadzenia samodzielnych badań z zastosowaniem znakowania zwierząt przez organizacje społeczne (nie tylko - także np. przez ogrody zoologiczne i wszelkie inne nie wymienione w ustawie jednostki), nie jest przeoczeniem, lecz świadomym działaniem. Jest to jeden z tych zapisów Ustawy, który oceniam jednoznacznie negatywnie. Znakowanie zwierząt jest jedną z podstawowych metod badawczych, stosowanych przy praktycznych działaniach ochronnych. Trudno sobie obecnie wyobrazić dobrze prowadzony program reintrodukcyjny, bez kontroli dyspersji wsiedlanych osobników, presji drapieżników, przeżywalności, sukcesu rozrodczego itp. Byłoby to w wielu przypadkach nie racjonalne działanie, lecz nieodpowiedzialne błądzenie po omacku. Dla prowadzenia takiego monitoringu często niezbędne jest zastosowanie różnych metod trwałego lub czasowego oznakowania zwierząt. Na całym świecie działania ochronne prowadzone są w znacznej mierze przez organizacje pozarządowe. Podobnie sytuacja zaczyna wyglądać w Polsce. Po zaledwie 12 latach względnej demokracji, zaczyna wykształcać się grupa dobrze przygotowanych pod względem merytorycznym i organizacyjnym stowarzyszeń przyrodniczych, które podejmują coraz ambitniejsze prace na rzecz ochrony przyrody. Dysponują one doskonałą kadrą fachowców - zwykle zresztą wywodzących się z uczelni wyższych. Fakt, że działania ochronne uzupełniają one programami badawczymi, trudno stawiać im jako zarzut. Badania takie zresztą są zwykle wpisane także w ich cele statutowe. Organizacje te wydają własne czasopisma naukowe (choćby: Przegląd Przyrodniczy, Nietoperze, Rocznik Naukowy PTOP "Salamandra"), organizują specjalistyczne sympozja i konferencje itp. Przede wszystkim jednak - dzięki ogromnemu zaangażowaniu aktywności społecznej - są w stanie prowadzić swoje działania znacznie sprawniej i taniej niż (powołane zresztą do innych celów) jednostki naukowe. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego programy badawcze prowadzone przez organizacje społeczne, nie miałyby być poddawane, jak wszelkie inne, wyłącznie merytorycznej ocenie (pod względem celów, metod i adekwatności zaplecza), lecz należałoby je odrzucać z założenia, jako prowadzone przez jednostki niegodne zaszczytu ich realizacji. Jest to próba zawracania historii i niesprawiedliwej (oraz niekonstytucyjnej) dyskryminacji. Aby posłużyć się konkretnym przykładem - PTOP "Salamandra" prowadzi obecnie parę programów ochronnych, związanych z reintrodukcją zagrożonych gatunków. Są one powiązane z monitoringiem efektów, który czasami wymaga znakowania zwierząt. Nowelizacja ustawy stawia dalszy los tych przedsięwzięć pod znakiem zapytania. Proponuje się nam - jako jedyne możliwe rozwiązanie prawne - formalne oddanie części badawczej tych przedsięwzięć jakimś uprawnionym podmiotom (np. uczelniom wyższym lub laboratoriom firm prywatnych). Wiąże się to jednak z szeregiem trudności, z których zwrócę uwagę tylko na trzy:
"odróżnieniu od Ministerstwa Ochrony Środowiska, które zezwolenia na badania z gatunkami chronionymi załatwia w sposób nieprofesjonalny (bez formularzy i zakresu oczekiwanych informacji) i opieszały (co wiem z własnego doświadczenia sprzed ok. roku), komisje etyczne działają bardzo sprawnie" Pragnę zwrócić uwagę, że nowelizacja Ustawy o ochronie zwierząt nie zwalnia od obowiązku uzyskania kompletu wcześniej wymaganych zezwoleń. Nie jest więc ona lekarstwem na opieszałość czy inne wady Ministerstwa Środowiska, lecz nakłada jedynie kolejne obowiązki. Są znacznie lepsze i skuteczniejsze metody naprawiania dostrzeżonych niedoskonałości administracyjnych. Np. kilka tygodni temu odbyło się w Ministerstwie Środowiska spotkanie, podczas którego organizacje społeczne zajmujące się ochroną nietoperzy ustaliły z Departamentem Ochrony Przyrody metodę usprawnienia procedury wydawania zezwoleń na badania, oraz przyjęły wzór odpowiedniego formularza wniosku. Nie wymagało to zmian w ustawach. Rozciągnięcie kontroli komisji etycznych na znakowanie zwierząt <...> jest dużym osiągnięciem Krajowej Komisji Etycznej, ponieważ zakładanie nadajników, a nawet niektórych optycznych markerów wpływa na dobrostan osobników i nawet bywa dla nich zgubne." Przyjmuję, że omawiana zmiana w Ustawie może być przyjmowana przez Krajową Komisję Etyczną jako sukces - skoro to jest jej inicjatywa. Przyznaję jednak, że gdy patrzę na to z punktu widzenia praktyki ochrony przyrody - postrzegam to nadal jako wielkie nieporozumienie i legislacyjny knot. Nie chodzi o konieczność uzyskiwania opinii lokalnych komisji etycznych. Choć jest to dodatkowym obciążeniem, jednak możliwym do przyjęcia. Wierzę w dobrą wolę członków komisji i nie przewiduję kłopotów z uzyskiwaniem pozytywnych opinii dla dobrych programów badawczych - o ile przepisy w ogóle zezwolą na wystąpienie z odpowiednim wnioskiem w tej sprawie. Z przykrością muszę stwierdzić, że Pana list w najmniejszym stopniu nie rozwiał moich obaw, że dokonana właśnie zmiana oznacza konieczność wstrzymania na trudny do przewidzenia czas większość prowadzonych obecnie badań związanych ze znakowaniem zwierząt, a w przypadku niektórych działań, uniemożliwi je zupełnie - nie z powodów merytorycznych, lecz formalnych. Apeluję więc do Was jako kolegów, zoologów, biologów i członków społeczności akademickiej o zdobycie się na perspektywę wykraczającą poza Wasze bieżące projekty badawcze." Podobnie jak dla wielu innych osób zajmujących się praktyczną ochroną przyrody, programy badawcze mają dla mnie znaczenie wyłącznie jako narzędzie pomagające skuteczniej działać. Stanowią dla nas nie cel sam w sobie lub drogę do kariery zawodowej, lecz dodatkowe obciążenie, na które bardzo trudno zdobyć środki, które wymaga mnóstwa pracy, ale które zmniejsza niebezpieczeństwo niepowodzeń, a przynajmniej zabezpiecza przed powtarzaniem raz popełnionych błędów. Pozwolę sobie odwrócić ten apel. Apeluję więc o maksymalną ostrożność i odpowiedzialność przy manipulowaniu przy obowiązującym prawie, aby spojrzenie z perspektywy dobrostanu pojedynczych osobników zwierząt nie oznaczało utraty z oczu potrzeb ochrony całych ich populacji. Mam nadzieję, że przy niewątpliwie dobrej woli wszystkich zainteresowanych stron, uda nam się wspólnie, w możliwie krótkim czasie, ominąć wszelkie prawne rafy, które powstały w wyniku nie do końca przemyślanych zmian Ustawy, i potrzebne programy badawcze będą mogły być kontynuowane. Dlatego jeszcze raz dziękuję za wynikającą z Pańskiego listu gotowość do elastycznego podejścia Krajowej Komisji Etycznej do powstałych problemów, do czasu możliwie pilnej ich likwidacji na poziomie ustaw i rozporządzeń. poważaniem,
Powrót |