Polskie Towarzystwo Ochrony Przyrody SALAMANDRA  
Polskie Towarzystwo Ochrony Przyrody SALAMANDRA
Internetowy Magazyn Przyrodniczy
Aktualności
Magazyn
 
Aktualnosci Przyrodnicze

Potrzeby gminy ważniejsze niż prawo?

Samorząd Szamocina uznał, że dochody są ważniejsze od przepisów

10 sierpnia 2003   

      8 sierpnia wieczorem Rada Gminy Szamocin podjęła jednogłośnie 4 uchwały o odrzuceniu 4 protestów zgłoszonych wobec planu budowy farmy elektrowni wiatrowych w Dolinie Noteci - na obszarze chronionego krajobrazu, jednym z największych w Polsce terenów torfowisk niskich, drugiej pod względem ważności tras przelotów ptaków wodno-błotnych przez nasz kraj, w bezpośrednim sąsiedztwie 3 ostoi ptaków o znaczeniu europejskim.


W burzliwej dyskusji brali udzial nie tylko radni, ali też sołtysi i zaproszeni przez Radę goście.
Fot. Przemysław Wylegała

      O pomyśle ustawienia 103 wiatraków o wysokości ponad 150 m pisaliśmy już w naszych Aktualnościach Przyrodniczych ("Dolina Noteci zagrożona przez wiatraki"). Przedstawiliśmy wówczas podstawowe powody, które wpłynęły na to, iż zdecydowaliśmy się oprotestować ten pomysł. Przede wszystkim lokalizacja takiej inwestycji jest jednoznacznie zakazana przez ustawę o ochronie przyrody. Nie dopuszcza także takiej możliwości rozporządzenie wojewody uznające ten fragment doliny za obszar chronionego krajobrazu. Wkrótce - po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej - obszar ten stanie się ostoją Europejskiej Sieci Ekologicznej NATURA 2000 i nasze państwo będzie zobligowane do skutecznej ochrony jej walorów.

      Dyskusja nad zgłoszonymi protestami trwała prawie 2 godziny. Początkowo radni odrzucali wszelkie argumenty, przecząc najoczywistszym faktom. "Ptaki są za mądre, aby ginąć na wiatrakach - widziałem na zachodzi wiatraki i nie było pod nimi stosów martwych ptaków." "W dolinie Noteci nie ma żadnych torfowisk - ja tam mieszkam i nie widziałem ani kawałka torfu." "Ptaki lecą z północy na południe, a Noteć płynie ze wschodu na zachód, więc nieprawda, że doliną biegnie trasa ich wędrówek." Na dziesiątki takich i podobnych argumentów przyrodnicy starali się cierpliwie odpowiadać, podając fakty, źródła danych, objaśniając podstawowe zjawiska przyrodnicze.

      W pewnym momencie w dłuższym przemówieniu burmistrz Szamocina stwierdził, że dane techniczne dotyczące inwestycji podawane przez przyrodników są nieprawdziwe. Podał m.in., że wiatraki będą miały wysokość 30 metrów, będą ustawione w jednej linii, więc ich szkodliwość będzie znikoma, że będą zajmowały łącznie zaledwie 1,5 ha itp. Ponieważ nikt z radnych nie zareagował na te rewelacje - padło zasadnicze pytanie - "Czy ktokolwiek z Państwa zapoznał się w ogóle z dokumentacją inwestycji, która stanowi przedmiot sporu?" Konsternacja była spora. Jedynie przewodniczący Rady stwierdził z przekonaniem, że oczywiście wszyscy się z tym zapoznali. Wówczas przyrodnicy wyciągnęli kopie opracowań wykonanych za pieniądze inwestora, na zlecenie gminy (są one zgodnie z prawem udostępniane publicznie) i zaczęli je cytować. Pokazali mapę z projektowanym rozmieszczeniem wiatraków... Reakcja była zaskakująca. Nie wyjaśniono przyczyny rozbieżności między stwierdzeniami burmistrza i oficjalną dokumentacją. Wiceburmistrz po prostu stwierdził, że używanie danych dotyczących inwestycji to plagiat i przyrodnicy nie mają do tego prawa! Co ciekawe, ten sam wiceburmistrz przed posiedzeniem Rady zabronił wyłożenia na sali obrad materiałów informacyjnych, argumentując, że "agitacja przed głosowaniem jest zakazana" (sic!).

POWIEKSZENIE
Radni jednogłośnie odrzucili wszystkie protesty.
Fot. Przemysław Wylegała

      Dyskusja przebiegała dość burzliwie. Oczywiście tradycyjnie oskarżano organizacje, że protestują tylko dlatego, że nie dostały łapówki. "Zabierzcie sobie te cenne siedliska do Świebodzina!" - wykrzykiwano. "Organizacje społeczne powinny się zajmować ochroną ludzi!" Ostatecznie samorządowcy schowali się za jeden argument - elektrownia przyniesie budżetowi biednej gminy duży dochód, a kilkunastu bezrobotnych znajdzie w niej pracę. "Wasze nietoperze, żabki, ślimaczki i roślinki nie są ładniejsze od naszych bezrobotnych!" Uznali, że jest to wystarczający powód, aby podjąć sprzeczną z prawem decyzję i jednogłośnie odrzucili wszystkie protesty.

      Pod koniec dyskusji burmistrz Szamocina podziękował przyrodnikom za nagłośnienie sprawy. Stwierdził, że dzięki nim informacje o gminie pojawiły się w mediach, a on sam w ciągu ostatnich paru dni miał okazję udzielać wywiadów do wielu gazet - w tym dwóch ogólnopolskich! Cóż - kolejny polityk uważający, że "nieważne czy piszą dobrze czy źle, grunt, żeby nie przekręcali nazwiska".

      Teraz kolej na ruch wojewody. Zgodnie z ustawą nadzoruje on zgodność z prawem poczynań samorządów i będzie musiał uchylić tę decyzję. Samorządowcy z Szamocina zdają sobie z tego sprawę i zapowiadają, że będą się procesować.

      Andrzej Kepel
      andrzej@salamandra.org.pl


Dyskusja o elektrowniach wiatrowych i alternatywnych sposobach zagospodarowania Doliny Noteci (najczęściej powtarzane argumenty)

ARGUMENTY SAMORZĄDOWCÓW ARGUMENTY PRZYRODNIKÓW
Zabijanie się ptaków o konstrukcje wiatraków to absurd (z filmów przyrodniczych wynika, że ptaki są mądre, będą więc omijać przeszkody). Zabijanie się ptaków o konstrukcje wiatraków (czasami masowe) zostało udowodnione wieloma badaniami przeprowadzonymi m.in. w Holandii, Niemczech, Belgii, Hiszpanii i USA. Dotyczy ono nie wszystkich wiatraków, lecz głównie tych zlokalizowanych na trasach wędrówek i przy lęgowiskach ptaków. Wiele ptaków wędruje nocą, nie spodziewając się znacznie powyżej koron drzew jakichś przeszkód. Oświetlenie ostrzegawcze wiatraków (wymagane dla bezpieczeństwa ruchu lotniczego) dodatkowo chwilowo oślepia ptaki. Poza tym przy silniejszym wietrze końcówki śmigieł wiatraków kręcą się z szybkością ponad 200 km/h - ptaki nie potrafią brać poprawki na tak szybki ruch mijanej przeszkody.
Ptaki lecą z północy na południe, a Noteć płynie z zachodu na wschód, więc nieprawdą jest, że wzdłuż Noteci biegnie ważna trasa przelotów. W Europie większość gatunków ptaków wodno-błotnych leci jesienią z północnego wchodu na południowy zachód, a wiosną wracają. Ptaki nie lecą po linii prostej, lecz wzdłuż rożnych naturalnych dróg - np. dolin rzecznych. Stąd Dolina Noteci z jej równoleżnikowym przebiegiem i wieloma miejscami dogodnymi dla odpoczynku to idealna trasa wędrówek, wykorzystywana przez setki tysięcy ptaków z dziesiątków gatunków.
O wiatraki będą się rozbijać tylko ptaki chore. Badania nie wykazały związku między rozbijaniem się ptaków o wiatraki a ich stanem zdrowia.
Zagrożenie dla ptaków wędrownych to jedyny argument ekologów. Przede wszystkim obszar planowanej elektrowni jest chroniony polskim prawem i budowa wiatraków jest tam jednoznacznie zabroniona. Przyrodnicy ostrzegają też przed zagrożeniami dla ptaków lęgowych, hałasem, niszczeniem terenów podmokłych, degradacją krajobrazu... Powołują się też na prawo międzynarodowe, które także zabrania takiej lokalizacji elektrowni wiatrowych.
Farma zajmie powierzchnię tylko kilku hektarów. Choć bezpośrednio pod zabudowę przeznacza się 43 ha (nie licząc dróg dojazdowych), to wpływ farmy wiatrowej na środowisko będzie obejmował teren o powierzchni co najmniej 10000 ha.
Wiatraki będą miały wysokość tylko 30 m. Same wieże wiatraków mają zgodnie z dokumentacją mieć 120 m wysokości. Dodatkowo średnica wirników ma wynosić 80 m. Wysokość całego wiatraka ma więc wynosić ponad 150 m. W innych krajach europejskich odstępuje się już od budowy tak dużych wiatraków na lądzie (zbyt duża uciążliwość) i są one przeznaczane do stawiania na otwartym morzu.
Wiatraki nie będą uciążliwe dla ludzi. Poziom dźwięku wydawanego przez pojedynczą siłownię osiąga przy silniejszym wietrze wartość 103 dB (wystawienie człowieka na taki hałas przez ponad 15 minut uznaje się za szkodliwe dla zdrowia!). Przy planowanej wysokości siłowni, ten ustawiczny hałas będzie słyszany z dużej odległości.
Wiatraki będą atrakcją turystyczną. Atrakcją były tylko pierwsze wiatraki. Wraz z ich popularyzacją uważane są za element szpecący, odstraszający turystów. Dlatego w innych krajach nie stawia się już wiatraków na obszarach atrakcyjnych turystycznie.
Wiatraki będą ustawione w jednej linii, co zmniejszy ryzyko zabijania się ptaków. Z planów jednoznacznie wynika, że wiatraki będą rozrzucone równomiernie po dużym terenie (jest to logiczne z technicznego punktu widzenia). Poza tym ptaki latają całą szerokością doliny, nie koniecznie wzdłuż jej osi.
Organizacje przyrodnicze nie mają alternatywnego pomysłu na zagospodarowanie Doliny Noteci. Mimo że nie jest to rola organizacji, wskazują one inne możliwości, np. pozyskiwanie biomasy (siana, a nie wierzby) z nadnoteckich łąk i wykorzystywanie jej do produkcji energii cieplnej i elektrycznej.
Koszenie łąk celem pozyskania siana jest też niekorzystne dla ptaków. Koszenie łąk w odpowiednim terminie jest jak najbardziej korzystne - utrzymuje środowisko życia wielu rzadkich gatunków ptaków (łąki nie zarastają wówczas wysoką roślinnością).
Przy spalaniu siana powstają niebezpieczne odpady - żużle i popioły. Jest problem z ich utylizacją. Powstaje tylko popiół, z którego utylizacją nie ma problemu, gdyż jest dobrym nawozem. Siano, tak jak wiatr, jest "ekologicznym źródłem energii".
Trudno zdobyć środki na kotły do spalania biomasy. Elektrownie wiatrowe są również drogie. Istnieje możliwość uzyskania środków na zakup kotłów na biomasę z wielu krajowych i zagranicznych funduszy. Do tego potrzebna jest aktywność gmin.
Kotłownie na biomasę są mało wydajne. Wbrew pozorom jest to paliwo całkiem wydajne - dwie tony siana odpowiadają jednej tonie węgla kamiennego. Zamiast spalać na miejscu, można je też np. brykietować i sprzedawać (jest duży zbyt).
Dzięki elektrowni wiatrowej wielu bezrobotnych z gminy dostanie pracę. Mało prawdopodobne, aby to oczekiwanie zostało spełnione. Te elektrownie są praktycznie bezobsługowe, a nieliczni pracownicy muszą być wysoko wykwalifikowani. Ilu bezrobotnych inżynierów energetyki i informatyków mieszka w gminach Szamocin i Chodzież? Ci wyspecjalizowani pracownicy zostaną przez firmy sprowadzeni spoza gmin.
Elektrownia wiatrowa nad Notecią to jedyna możliwość zarobku dla gminy. Wiatraki wydają się atrakcyjne, bo "pieniądze przyjdą same". Znanych jest też sporo innych dochodowych sposobów łamania prawa. Nadnoteckie gminy mają jednak i inne, legalne możliwości zarobkowania, choć może wymagające więcej trudu.


© Polskie Towarzystwo Ochrony Przyrody "Salamandra"

Magazyn Aktualnosci Indeksy Prenumerata Redakcja