Wściekłe nietoperze – fakty i mity


Trwa sezon ogórkowy. Jednym z rodzajów newsów, którym uprzyjemnia się Polakom czas spędzany na łonie przyrody, są informacje o znalezionych nietoperzach chorych na wściekliznę i związanym z tym „śmiertelnym zagrożeniu”.

Poniżej prostujemy informacje podane w niektórych mediach i serwisach internetowych.

„Wścieklizna w Polsce! Jest śmiertelna dla ludzi, zaatakowała Poznań”

karlik-malutki Wyjaśniamy: Cytując klasyka można powiedzieć, że przytoczone wyżej stwierdzenie to co najmniej „wielkie semantyczne nadużycie”. Wścieklizna nietoperzowa zapewne od stuleci występuje nieprzerwanie w prawie całej Europie, w tym na terenie Polski. Stwierdzenie, iż jest w Polsce, nie jest więc w żaden sposób odkrywcze ani nowe. Również jej tzw. „atak” na Poznań, czyli znalezienie na terenie miasta tylko jednego zakażonego nietoperza, związane jest ze sporadycznymi badaniami tych ssaków, a nie nagłym i tajemniczym pojawieniem się „ogniska choroby”. Gdy w wyniku wywołanej paniki zacznie się ich badać więcej, z pewnością zaczną być stwierdzane kolejne przypadki. Będzie to kolejne potwierdzenie doskonale znanego specjalistom faktu, a nie nowej "epidemii".

Wścieklizna nietoperzowa jest powodowana przez wirusy należące do tego samego rodzaju co wirusy „klasycznej” wścieklizny, jednak różnią się od nich genetycznie i występują praktycznie wyłącznie u niektórych gatunków nietoperzy. Są bardzo mało wirulentne (zakaźne) w stosunku do pozostałych gatunków nietoperzy oraz innych ssaków. W całej historii badań (czyli w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat) wykryto tylko kilkanaście przypadków zakażenia się tym wirusem przez inne ssaki.

„Nietoperz zaatakował i pogryzł człowieka. Kilka dni później odnaleziono martwe już zwierzę. Okazało się, że było chore na wściekliznę.”

Zarówno podane informacje jak i ich chronologia są nieprawdziwe. Wyjaśniamy: 13 czerwca w Parku Wilsona w Poznaniu zauważono żywego, leżącego na ziemi nietoperza – mroczka późnego. Nikogo nie pogryzł.

Nietoperze w ogóle nigdy nikogo nie atakują i same z siebie nie gryzą. Także osobniki chore na wściekliznę nietoperzową nie stają się agresywne, lecz przeciwnie – są osłabione i nie są w stanie latać. Jedynie gdy ktoś będzie się starał je chwycić i unieruchomić, mogą próbować ugryźć (a nie „pogryźć” czy „pokąsać”) w samoobronie. Zachowanie to może wystąpić zarówno u zwierząt chorych, jak i zupełnie zdrowych. Jednak tylko niektóre z żyjących w Polsce gatunków są na tyle duże i silne, by przekłuć swoimi ząbkami skórę (to może zaboleć jak ukłucie igłą i doprowadzić do pożądanego przez nietoperza skutku – zwolnienia uścisku).

Nietoperz, którego dotyczą doniesienia medialne z początku lipca 2019 r., został fachowo schwytany przez Eko Patrol Straży Miejskiej i dostarczony żywy do PTOP „Salamandra”. To tu, w trakcie badania (podczas którego konieczne jest unieruchomienie zwierzęcia), mroczkowi udało się uszczypnąć ząbkami przez rękawiczkę dokonującego oględzin specjalistę. Następnego dnia zwierzę padło i zostało oddane do badania. 17 czerwca przyszedł wynik potwierdzający, że nietoperz był chory na wściekliznę, więc osoba, którą być może zadrasnął, została profilaktycznie zaszczepiona.

Jako ognisko wścieklizny wyznaczono park Wilsona, a powiatowy lekarz weterynarii w Poznaniu wyznaczył obszar zagrożony wystąpieniem choroby zakaźnej zwierząt

Rzeczywiście – Powiatowy Lekarz Weterynarii w Poznaniu jest zobligowany obowiązującymi przepisami do wyznaczenia takiego obszaru.  Nazajutrz po otrzymaniu informacji o pozytywnym wyniku, czyli 18 czerwca, wyznaczył go więc w promieniu 5 km od miejsca znalezienia nietoperza. Na obszarze uznanym przez PLW za „zagrożony” zakazane jest m.in. organizowania targów czy wystaw psów i innych ssaków oraz wprowadzania na ten obszar i wyprowadzania z niego nieszczepionych psów i kotów. Nakazano także poddanie szczepieniu przeciwko wściekliźnie wszystkich psów, które nie mają ważnych szczepień przeciwko tej chorobie. Po ponad dwóch tygodniach od wydania tej decyzji inforacja o niej trafiła do mediów. Wówczas także Park Wilsona został poddany „dezynfekcji” przez specjalistyczną firmą.

Wyjaśniamy: Równie sensowne i skuteczne byłyby praktyki wudu lub odtańczenie dowolnego tańca na cześć czegokolwiek. Nauce nie jest znany żaden przypadek zachorowania psa na europejską wściekliznę nietoperzową, mimo że zakażone tym wirusem nietoperze występują powszechnie (mała liczba znanych przypadków z Polski wynika po prostu z nielicznych badań). Zdrowe nietoperze w ciągu jednej nocy bez trudu mogą pokonać kilkadziesiąt kilometrów, z kolei nietoperze chore na nietopwrzową wściekliznę mają kłpoty z przeleceniem kilkudziesięciu metrów, więc strefa o promieniu 5 km wokół parku ma jedynie charakter rytualny i nie ma uzasadnienia merytorycznego. Wirus wścieklizny może zarażać praktycznie wyłącznie w przypadku kontaktu śliny chorego zwierzęcia z otwartą raną lub błoną śluzową innego ssaka (druga możliwość to przeszczep organu od chorego dawcy). Wystawiony na wysychanie i światło słoneczne ginie po około 2 godzinach. Biorąc pod uwagę pogodę w ostatnich tygodniach, wykonywanie „dezynfekcji” parku, w którym prawie 3 tygodnie wcześniej znaleziono chorego nietoperza, ma znaczenie jedynie psychologiczno-magiczne. Przy czym zamiast uspokajać zupełnie niepotrzebne emocje, tylko potęguje psychozę. Jest więc bardzo szkodliwe zarówno dla ludzi, jak i zwierząt.

Wszystkie te działania i nieprecyzyjne komunikaty oraz histeria wywołana przez „podkolorowane” komunikaty internetowe i nierzetelne doniesienia medialne powodują straty nie tylko materialne, ale i niepowetowane szkody w świadomości ludzi i ich podejściu do nietoperzy. W kilka dni zmarnowano lata pracowitej walki z zabobonnym lękiem przed tymi niegroźnymi i bardzo pożytecznymi (dla nas i przyrody) zwierzętami.

CO ROBIĆ, BY ZAPOBIEC NIESZCZĘŚCIU?

Jak zaznaczyliśmy wyżej, europejskie nietoperze mają swoje „własne” wirusy wścieklizny. Ta nietoperzowa wścieklizna nie zawsze jest dla nietoperzy śmiertelna i prawdopodobnie wiele z tych zwierząt potrafi z niej wyzdrowieć lub po zakażaniu wytworzyć odporność i nie zachorować. Te wirusy europejskiej wścieklizny nietoperzy także bardzo rzadko zarażają inne ssaki. Co to znaczy „bardzo rzadko?” Nauce znanych jest tylko kilkanaście takich przypadków z różnych krajów w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat (czyli od czasu, gdy zaczęto rozróżniać genotypy wirusów). W tym niestety sześć dotyczy ludzi – np. badaczy nietoperzy, którzy chwytali w gołe ręce nietoperze i nie byli szczepieni. Dla porównania – na „klasyczną” wściekliznę co roku umiera około 60 tysięcy osób. Ryzyko zarażenia się tym wirusem jest więc zbliżone do trafienia w głowę przez meteoryt podczas spaceru i wielokrotnie mniejsze niż śmierć ze śmiechu (na skutek zatrzymania akcji serca i asfiksji). Ta ostatnia przyczyna, powodująca co najmniej po kilka zgonów rocznie, ostatnio najczęściej ma miejsce przy oglądaniu telewizji. Jednak z tego powodu nikt nie proponuje, by wprowadzić strefy ochronne wokół telewizorów… Ale skoro jakaś znikoma szansa na takiego ogromnego pecha istnieje – czy można ją wyeliminować do zera? W przypadku europejskich wirusów wścieklizny nietoperzy – TAK. Wystarczy przestrzegać trzech zasad:

1. Jeśli regularnie zajmujemy się chwytaniem i badaniem nietoperzy (lub innych ssaków), zaszczepmy się profilaktycznie przeciw wściekliźnie.

2. Jeśli nie jesteśmy zaszczepieni profilaktycznie przeciw wściekliźnie, nigdy nie chwytajmy nieznanych, dzikich zwierząt gołymi dłońmi, zwłaszcza gdy wyglądają na chore i nie zachowują się normalnie.

3. Jeśli nie posłuchaliśmy zasad 1 i 2 i ugryzł nas nietoperz, umyjmy uszczypnięte miejsce wodą z mydłem i możliwie szybko udajmy się do lekarza, który zapewne zaleci nam na wszelki wypadek przyjęcie szczepionki (praktycznie bezbolesnej i bezpłatnej).

A jeśli boimy się o naszego kota, by nie zaraził się wścieklizną od nietoperzy (nauce są znane tylko dwa takie przypadki) – nie wypuszczajmy go samopas nocą na dwór (skorzysta na tym lokalna przyroda) oraz zaszczepmy. Zasad tych należy przestrzegać zawsze i wszędzie, nie tylko na obszarach wyznaczonych jako zagrożone i w okresach obowiązywania kwarantanny.

Andrzej Kepel

 


P.S.

Zgodnie z naszymi obawami, histeria wywołana przez decyzję poznańskiego PLW i doniesienia medialne przynosi opłakane skutki. Niektórzy ludzie, u których w domach są kolonie nietoperzy, zamurowują te zwierzęta żywcem lub boją się wychodzić wieczorami z domu. Dostajemy po kilka - kilkanaście telefonów dziennie z prośbą o pomoc.

WYJAŚNIAMY: Obecnie (połowa lipca) u niektórych gatunków nietoperzy (przede wszystkim karlików i borowców, których dotyczy 99% obecnych zgłoszeń) młode zaczynają się uczyć latać i polować. Jak to zwykle przy nauce bywa – nie zawsze próby te kończą się pomyślnie. Czasem jakiś młodziak zapędzi się za daleko od kryjówki i nie starczy mu sił, by tej samej nocy do niej wrócić, innym razem jakiś niedorajda nie trafi do właściwego otworu po dachem i w zamian wleci do mieszkania. To jest normalne i nie stanowi żadnego zagrożenia. Nietoperze nie wkręcają się we włosy (ponoć to robią, ale tylko czarownicom w bajkach) i nie wykonują żadnych innych nieprzyjemnych dla nas rzeczy. Zajmują się zjadaniem komarów i innych nocnych owadów. Ani u karlików, ani u borowców nigdy jeszcze nie stwierdzono europejskiej wścieklizny nietoperzowej. Nawet w przypadku tych nietoperzy, u których choroba ta występuje, a które zaczną uczyć się latać wkrótce, ryzyko jest skrajnie znikome, a przy zachowaniu opisanych wyżej zasad – zerowe.

Jeśli znaleziony nietoperz wymaga wypuszczenia z mieszkania lub innej pomocy (np. zabezpieczenia przed chadzającymi po okolicy kotami), należy postępować zgodnie ze wskazówkami podanymi TUTAJ. W razie bardziej złożonych kłopotów można dzwonić do nas, to wspólnie postaramy się znaleźć rozwiązanie. Telefon podany jest TUTAJ (chodzi o alarmowy tel. dotyczący nietoperzy - jeśli nie możemy go odebrać, proszę wysłać krótkiego SMS-a, to oddzwonimy w pierwszej wolnej chwili).


P.P.S.

Jak należało się spodziewać (patrz wyżej), panika wywołana rozporządzeniem PLW w Poznaniu z 18 czerwca 2019 i zawierającymi fałszywe informacje, alarmistycznymi doniesieniami medialnymi spowodowała zgłaszanie przez ludzi do władz weterynaryjnych znajdowanych lub zabijanych nietoperzy. W rezultacie 3 lipca PLW w Otwocku, w wyniku znalezienia kolejnego wściekłego nietoperza, wydał rozporządzenie ustanawiające „strefę zagrożoną” w gminach Otwock, Karczew i części gminy Józefów. Po 2 tygodniach znaleziono kolejnego chorego nietoperza w Poznaniu, co spowodowało wydanie w dniu 16 lipca przez PLW w Poznaniu rozporządzenia wyznaczającego kolejną strefę. Łącznie z pierwszym „strefy zagrożone” obejmują już znaczną część stolicy Wielkopolski (patrz strefa 1, strefa 2). 29 lipca Gazeta Pomorska poinformowała o wyznaczeniu „strefy zagrożonej” w Bydgoszczy,  w związku ze znalezieniem chorego nietoperza w tym mieście.

Nie są to jedyne przypadki. Już wcześniej w tym roku jak i w latach poprzednich notowano wściekliznę u nietoperzy. Do 30 lipca obowiązuje strefa wyznaczona w maju w gminie Nidzica na Mazurach. W tym roku w Wielkopolsce strefę zagrożenia wyznaczono 11 marca w gminie Czerniejewo (ponad 2 miesiące po znalezieniu tam chorego nietoperza).

Wiemy, że kolejne nietoperze są właśnie poddawane badaniom i można się spodziewać następnych bezsensownych stref, zakazów, które przed niczym nie zabezpieczają oraz komunikatów medialnych zawierających nieprawdziwe lub nieścisłe informacje, ilustrowanych zdjęciami nietoperzy z gatunków tropikalnych lub takich, u których nigdy nie stwierdzono wścieklizny („Oj tam, oj tam – a nietoperz to nie jest jeden gatunek?”). Czy to oznacza epidemię? Nie. Po prostu gdy się szuka, to się znajduje. Jak pisaliśmy, europejska wścieklizna nietoperzy występuje na naszym kontynencie stale i powszechnie, nie stwarzając istotnego zagrożenia dla innych ssaków. W Polsce stwierdzano do tej pory jedynie szczep EBLV 1, atakujący mroczki późne.

Strefy o promieniach po kilka kilometrów, z zakazami nie mającymi żadnego wpływu na rozprzestrzenianie się wścieklizny nietoperzowej, wyznaczane są na podstawie archaicznej instrukcji Głównego Lekarza Weterynarii w roku 2003. Pracownicy organów weterynaryjnych wiedzą, iż instrukcja ta utraciła moc obowiązującą w roku 2005 i zawiera w odniesieniu do wścieklizny nietoperzowej wiele nieprawdziwych, przestarzałych informacji. Jednak z braku innych wytycznych, wolą stosować choćby te bezsensowe i nieaktualne. Tak jest łatwiej, niż przeprowadzić realne rozpoznanie zagrożenia, i nikt się później nie przyczepi. Wszak strefy te zabezpieczają przede wszystkim PLW na wypadek kontroli. A że w wyniku  wywołanego w społeczeństwie nieuzasadnionego strachu ucierpią nietoperze, a z powodu niepotrzebnych zakazów – ogrody zoologiczne, organizatorzy targów i pokazów itp.? Cóż... de minimis non curat lex.

PROJEKT "DZIAŁANIA RATUNKOWE DOTYCZĄCE NIETOPERZY W WIELKOPOLSCE" DOFINANSOWANO ZE ŚRODKÓW WOJEWÓDZKIEGO FUNDUSZU OCHRONY ŚRODOWISKA I GOSPODARKI WODNEJ W POZNANIU

WFOS nowe logo